Warszawska Haçienda
Zmywak naciąga na wspominki szefa artystycznego Jadłodajni Filozoficznej - Marcina Majewskiego
W czwartek 5 listopada 2009 na niewielkiej scenie Jadłodajni Filozoficznej miały się pojawić młode gitarowe zespoły: częstochowskie Elephant Stone, łódzkie Washing Machine i stołeczne Marne Szanse. Nie zdążyły. Około godziny 14.30 na tyłach budynku wybuchł pożar. Godzinę później link do strony TVN Warszawa, obwieszczającej doszczętne spalenie się wnętrza Jadłodajni stał się chyba najgorętszym linkiem w warszawskiej sieci. Facebookowe ściany spłynęły płaczem, zaś naczelny "Lampy" ogłosił koniec trwającej siedem lat epoki. Przyznam, że sam się poczułem jak sierota
[czytaj więcej]
Młody Polski Zespół
Morderstwo w Jadłodajni Filozoficznej (początek powieści)
Z czajnika dobiegło bulgotanie, zgasła czerwona lampka. Inspektor Lesław powstał z sofy pokrytej pluszem w tygrysi wzór, ruszył ku kuchennemu blatowi, a gdy go osiągnął, zalał wrzątkiem świeże liście melisy na dnie fajansowego kubka ozdobionego kalkomanią z Królem, którego głos wykonujący [tu wstawić nazwę piosenki - ale coś mniej banalnego niż Jailhouse Rock] dochodził z głośników podpiętych do gramofonu, na którym obracała się oryginalna winylowa płyta z logotypem RCA.
[czytaj więcej]
Normalny zespół 50 razy by się rozpadł (fragment) - Paweł Gołoburda o zespole "Andy
Osiem lat temu w Krakowie spotkały się studentka II roku nauk politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego Ania Dziewit, kończąca studia na Akademii Ekonomicznej Bożena Pająk, uczennica III klasy liceum Kasia Krawczyk oraz absolwentka liceum w Mysłowicach Ania Gąsior, w tym czasie korzystająca z gap years. Od samego początku towarzyszyła im Joanna Hedemann, koleżanka z klasy Kasi Krawczyk. Zespół Andy powstał jako grupa towarzyska i spędzał czas bez instrumentów, raczej na rozmowach o muzyce niż w sali prób. Był rok 2001.
[czytaj więcej]
Paweł Kozioł
Ideologia, i do tego błędna
Jeżeli już mówimy, drogie dzieci, o szczytnych przedwojennych tradycjach, to warto pamiętać, że wydawnictwo pod tytułem Kryzys byłoby wówczas zrecenzowane słowem rzeczywiście, przy czym kwestie graficzne nie są tu bez znaczenia. Przedwojenne wydawnictwa poetycko-polityczne operowały językiem plastycznym nawiązującym do gazet, radykalizującym ich elementy (tekst, zdjęcie) za pomocą kolażu; Kryzys ma wygląd dekoracyjny i dizajnerski
[czytaj więcej]
|


Kup teraz w naszej e-księgarni!
Toksymia - debiutancka ksiażka Małgorzaty Rejmer. Tragiczne wydarzenie splata historie kilkorga bohaterów, z których
każdy uwikłany jest w trujące relacje. Rzecz dzieje się w Warszawie - raczej na Pradze Południe. Córka truje ojca, Sąsiadka zatruwa życie sąsiadowi,
a powstaniec warszawski - młodej dziennikarce. A wszystko z miłości - w przekonaniu trucicieli oczywiście.
Osobnym bohaterem "Toksymii" jest język. Zderzając przemoc i biedę warszawskiej Pragi ze światem snu, posłużyła się estetyką onirycznego studium obcości. Sparodiowała przy tym medialny obraz wykluczenia. Przybliżając go w soczewce, osiągnęła efekt groteski, której siła już dawno nie była słyszana w polskiej prozie.
Małgorzata Rejmer, rocznik 1985, urodzona w Warszawie na Powiślu, mieszka na Grochowie. Doktorantka w Instytucie Kultury Polskiej UW, studiuje także psychologię i amerykanistykę. Pracowała jako: opiekunka do dzieci, kelnerka, korepetytorka, ogrodniczka, copywriterka, dziennikarka telewizyjna. Jako trzynastolatka debiutowała poetycko w "Okolicy Poetów", a kilka lat później - prozatorsko w "Lampie". Laureatka głównej nagrody w konkursie Planete Doc Review na reportaż (2008) oraz I miejsca w konkursie Uniwersytetu Gdańskiego na prozę (2009).
Małgorzata Rejmer przybliża świat, jaki wolałoby się omijać z daleka. Żeby się nim nie ubrudzić. Żeby się nie zarazić szaleństwem i rozpaczą. No chyba że ktoś lubi nurzać się w bagnie. Dzięki tej niegrzecznej pisarce, młodszej siostrze Witolda Wojtkiewicza i Irvine Welsha - ja już lubię. Siedzę w tej pięknej ohydzie po uszy i nie mam ochoty z niej wyłazić.
Marta Mizuro
"Toksymia" to horror społeczny. Czuła karykatura. Koszmar w estetyce surrealizmu. Małgorzatę Rejmer i Macieja Sieńczyka łączy mroczne poczucie
humoru, ironia, nawet cynizm - pozorny. Wewnątrz wierci się strach, ból, wrażliwość społeczna. Rejmer ma nerwy na skórze. Jej bohaterowie to
postacie znikome, znikające. Wszyscy są tu jakoś zranieni i uprawiają swoje małe nerwice na marginesach rzeczywistości. Więcej pomysłów mają na
śmierć niż na życie. Dotkliwy, czasem autoerotyczny (skupiony na sobie) język tej prozy pogłębia portrety naiwniaków, okrutników i nieudaczników
wszelkiej maści, którzy chcieliby być po ludzku szczęśliwi. Szorstkie, przenikliwe obserwacje kontruje lekkość i humor, w który uzbraja się Rejmer
zanurzając się w blokowiska, sklepiki, tramwaje ponurej Warszawy.
Agnieszka Wolny-Hamkało
Książka ukazuje się dzięki dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu "Literatura i Czytelnictwo"
|