Paweł Dunin-Wąsowicz

Dwa sny, albo alimenty zapłacone

(Pablopavo & Ludziki Telehon Karrot Kommando 2009)

"Lampa" 10 (67) / 2009

Kiedyś miałem niezwykły sen, do dzisiaj wątpię, czy się w ogóle przyśnił - tak zaczynała się piosenka Tak jak teraz jest, jedna z kilkunastu nagranych wiosną 1989 roku przez Pidżamę Porno na jej pierwszy duży materiał, rozpowszechniany w punkowych przegrywalniach kaset jako Ulice jak stygmaty. Grabaż napisał ją trzy lata wcześniej, a jego sen był marzeniem o świecie definiowanym przez zaprzeczenie opresji i braku swobód obywatelskich: Tu nikt nie śpiewał o morderstwach / Nikt nie mówił o oszustwach / Nie kaleczył nikt rąk o druty / Nikt nie składał zeznań.

Po dwudziestu latach od nagrania tamtej piosenki jako zwiastun pierwszego autorskiego materiału Pablopavo pojawił się w internecie rewelacyjny animowany teledysk Łukasza Rusinka do utworu Telehon z mantryczną frazą Halo, tu Pablopavo, dzwonię do ciebie ze snu, także będący projekcją świata lepszego niż ten zastany. W dużej mierze również skonstruowaną przez zaprzeczenia, choć oczywiście gdzie indziej skierowane jest rozgorycznie podmiotu lirycznego. Porównanie tych dwu piosenek zdaje mi się kapitalnym punktem wyjścia do podsumowania dwóch dekad wolnorynkowej demokracji, choć wnioski wysnułbym inne niż Igor Stokfiszewski w swoim Zwrocie politycznym - Pablopavo marzy raczej o kapitalizmie z ludzką twarzą niż rewolucji. Obok marzeń niemożliwych do zrealizowania z przyczyn historycznych (kariera Dariusza Dziekanowskiego w Realu Madryt, zmartwychwstanie Stanisława Grzesiuka, czy wejście w życie Unii Hadziadzkiej - niespełnionej federacji Polski, Litwy i Ukrainy) oraz kwestii związanych z cechami osobowościowymi autora, znajdujemy krytykę raczej wynaturzonych zwyczajów niż podstaw systemowych. Mowa jest więc o grodzeniu osiedli (Tu nikt nie kradnie przestrzeni, by mieć iluzję bezpieczeństwa), korupcji i nieposzanowaniu historii (Warszawy urzędnicy nie biorą łapówek, by zburzyć domy trzy), braku kultury osobistej (Tu internauci i interniści są... bardzo mili), pretensjonalym guście (Tu nie ma różu i nie ma seledynu - komicznie złożyło się, że na okładce wrześniowej "Lampy", gdzie drukowaliśmy tekst Piosenki o śmiechach tegoż Pablopavo był właśnie i róż, i seledyn) - wreszcie o zgłupieniu i komercjalizacji mediów (Tu telewizja ma misję, a nie Dody rozwodu transmisję oraz puenta A i choć to brzmi już trochę jak blef, zupełnie tu nie ma Radia RMF ...FM). Nie jest tu więc akurat najważniejsze, że jest się tak jak Pablopavo kibicem futbolu i zapalonym varsavianstą - przez Telehon przemawia świadomy, prospołecznie zorientowany obywatel.

31-letni Pablopavo znany był dotychczas głównie jako nawijacz-baryton (przyjmując, że Gorg to bas, a Reggaenerator to tenor) w uprawiającym ragga stołecznym kolektywie Vavamuffin. Gościnnie występował także w chyba kilkudziesięciu już innych projektach - m.in. w skitach na pierwszej płycie Sidneya Polaka. Po zapoznaniu się z Telehonem wydaje mi się, że ten materiał spokojnie dorównuje... a może i przebija solowy debiut perkusisty T.Love sprzed pięciu lat. Tylko jedna piosenka na Telehonie jest z cudzym tekstem - to wiersz System wrocławskiego poety Piotra Czerniawskiego (tu pozdrowiam współautora ballady o Dianie). Mówię wielkimi literami PABLOPAVO! - w ekstraklasie polskich songwriterów objawił się artysta obdarzony wielostronnym talentem literackim - epickim, lirycznym, narracyjnym, reporterskim (przejawiającym się również w leksyce: odpieniężyć, żenić, kielnia), wreszcie słowotwórczym, kiedy w Się mi to nie tuwimowsko wylicza:
ślinoplujki parlamenckie,
zatipsione romantyczki
serialeńcy damsko-męskie
grafomanologopiczki.

Piosenki Vavamuffin - skądinąd bardzo dobre - obracają się tekstowo w kręgu zabawy, zioła, złośliwości na temat policji, a muzyka jest zasadniczo wariacją na temat reggae (na Inadibusu mój ulubiony kawałek to zresztą wykonywana solo przez Pablopavo historia polskiego reggae). Telehon to album zróżnicowany o wiele bardziej pod oboma względami - i muzycznie, i tekstowo. Cechuje go eklektyzm podobny do debiutu Polaka - obok obficie występującego ragga-rapu jest Jurek Mech - miejski, gitarowy folk, Się mi to nie - latynoski rytm z solo na elektrycznym pianie a la Ray Manzarek, C.S.I. Stegny - jazzowa trąbka-skrzydłówka, bity w poświęconym internetowemu chamstwu Aleale są house'owej proweniencji zaś inny gatunek zawiera się w tytule utworu XXL Yeti Funk (z motywem basu przypominającym mi zwrotkę Luciolli Maanamu, z kolei w Piosence ze śmieci słyszę w podkładzie jakby echa Madness z lat 80.). Ale przede wszystkim Telehon to teksty i teksty! W dwójnasób artysta spełnia obietnicę poczynioną w autotematycznym (podobnie jak umieszczony w środku XXL Yeti Funk i zamykający album Na nowo) Intro: Pablo przyjemność tu ma / Pokazać ci miasto szalone Warszawa / z jego kolorami, co wyłażą spod tynków / wiesz, obserwacja ludzi i głupia słabość do budynków.

Gdy sięga w przeszłość, kojarzy się nieco z Fiszem, ale tylko w tych dwu kawałkach - mowa o Primo Rebel wspominającym narkotyczne lata 90., kiedy to przeklęta Helena patroszyła miasto oraz C.S.I. Stegny - monologu 17-latka, zaczajonego z nożem pod oknem bloku, gdzie na szóstym piętrze jego dziewczyna kocha się z innym (i zależy, kto wyjdzie z klatki pierwszy, gdyby to był on, byłbym jednak spokojniejszy). Kiedy w Telehonie przywołuje Maćka Maleńczuka, nie idzie o kopiowanie stylu, tylko opowiadanie w piosence historii z życia. Taki jest Jurek Mech o tytułowym podstarzałym drobnym biznesmenie-żarłoku, który po udanym przewale postanowił się "odpieniężyć" i po licznych przygodach w precyzyjnie podanych lokacjach (w Szwejku ze współpracownikami "Lampy" również czasem odbywamy narady i zaświadczam, że dania są tam raczej obfite niż smaczne) wylądował w izbie wytrzeźwień. Taka jest Z fartem dziewczyna - opowieść o tragicznie zakończonym pożyciu małżeńskim ekspedientki z prowincji, która wydała się za gangstera. Taki jest też wreszcie kolejny melodramat - Warszawa Wschodnia - nieszczęśliwie zakończona historia miłości dworcowego straganiarza Janka i studentki dojeżdżającej na uczelnię. Natomiast Nomada, ewokujący nieco klubowo-alkoholowe wycieczki Sidneya Polaka, to raczej opis wieczornej radosnej wędrówki przez miasto, a nie konkretna fabuła. W ramach "płacenia mojemu miastu alimentów" pojawiają się tam na równych prawach wspomnienia Bolesława Prusa, Urke Nachalnika, Kazimierza Deyny oraz kultowy barak na Dobrej, gdzie funkcjonuje Jadłodajnia Filozoficzna (w skrócie Jadło). Są wreszcie na Telehonie utwory czysto liryczne, jak Kolejka, gdzie autor nazywa serce "mięśniem sumienia", drukowana w poprzedniej "Lampie" Piosenka ze śmieci, czy Do stu (tysięcy beczek naszych łez). Wszędzie jednak Pablopavo odwołuje się do swoich miejskich obserwacji: nawet tramwaje rogami dotykają trakcji / a przecież ten prąd co moc im daje / to przy nas nie ma racji (Do stu tysięcy). Potwierdza takimi porównaniami oczywisty fakt, że rację mają ci, którzy radzą / nie pisać o pierwszym pocałunku żadną razą / bo każde słowo kłamie na ten temat (Warszawa Wschodnia). Obserwatorem jest Pablopavo nad wyraz bystrym. Widzi meblościankę wynoszoną po ciemku na śmietnik, bo jest już nie na miejscu przy meblach z Ikei (Piosenka ze śmieci). Notuje, że czynsz pożera trzy czwarte pensji przyjezdnej sprzedawczyni z pasmanterii (Z fartem dziewczyna). Przemieszczając się z klubu do klubu, zauważa upamiętnający powstanie szlak tablic, na których młode śmierci wykute (Nomada), ale na równi ze strzałami, które zabiły zapomnianych bohaterów Miasta wspomina o ciszy Mokotowa, kiedy ostatni git się tam chlastał (Piosenka ze śmieci).

Dwadzieścia parę lat temu Piotr Klatt z Róż Europy w Stańcie przed lustrami pokazując zróżnicowanie młodych adresatów piosenki, śpiewał o studentach uniwersytetu i robotnikach Huty Warszawa. U Pablopavo nie ma robotników. Dzisiejszy proletariusz Janek, którego nie stać na własne mieszkanie (pokój po bracie gotowy), to sprzedawca zdezaktualizowanych czasopism z filmami, który aby pokazać się przed dziewczyną idzie z nią jednak do prawdziwego kina (Warszawa Wschodnia). Albo ekspedientka z pasmanterii (Z fartem dziewczyna), która na pytanie matki "a z czego on żyje" odpowiada Normalnie handluje, sprzedaje, kupuje. Jurek Mech prowadzi hurtownię. Ten sam Piotr Klatt przed laty słusznie prorokował, na czym polegać będzie zmiana, śpiewając w Alejach Jerozolimskich '88 o handlarzach. Pablopavo z nadwyżką zapłacił swemu miastu alimenty. Ale przecież to nie tylko płyta o tym mieście, tak samo jak Chomiczówka Polaka nie była wcale tylko o tamtym osiedlu. Ten Telehon poprzez konkretną lokalność wyraża rzeczy powszechnie bliskie. Jak dla mnie płyta roku.

I jeszcze jedno (wiem, że nieznośne) nawiązanie do Grabaża na koniec - w Stąpając po niepewnym gruncie lider Pidżamy przypominał o pierwszych krokach w chmurach, muszę zapytać Pablopavo: czy te centymetry w Do stu też są z Hłaski?

Paweł DUNIN-WĄSOWICZ

PS Ale jako miłośnik kolejnictwa zgłaszam protest: wypadek na Wschodnim coś mało realny, osobowe i ekspresy jeżdżą tam po różnych torach raczej.