Wit Szostak, Chochoły (prolog - fragment)
Przez całą noc wędrowałem po snach moich bliskich.Cicho i boso snułem się po całym Domu, nawiedzając kręte korytarze, kolejne schody i pokoje; skrzypiące antresole i zastawione książkami galerie; przedpokoje pełne niepotrzebnych mebli i zagracone składy zapomnianych przez wszystkich pamiątek; krążyłem po całej kamienicy, od grobowców w piwnicach po kaplicę na strychu. Błądziłem po domowych agorach, pomiędzy fotelami i krzesłami, m?ając wypłowiałe sofy i stoliki przykryte haftowanymi serwetami. Pokoje te, w dzień wysycone rodzinnymi rozmowami, rozbrzmiewające odgłosami telewizorów, teraz odpoczywały, opustoszałe. Siedziska wracały do dawnych kształtów, przeoczone plamy od herbaty schły na obrusach, stare drewno wypaczało się bezgłośnie. Zapuszczałem się w długie, wąskie kuchnie, pełne wyblakłych zapachów, wspomnień po minionych posiłkach i zastygłych w zakamarkach kuchenek smaków. Moje stopy dotykały dywanów i kamiennych posadzek, parkietów i skrzypiących, dębowych podłóg, przekazując mi miękkość wykładzin i chłód kamienia, aksamit kurzu i szorstkość kłębków psiej sierści. Brnąłem przez gęsty, rodzinny labirynt, splątaną topografię intymnych więzi i tajemne osnowy ludzkich losów. Przekradałem się pomiędzy chrapaniami i westchnieniami, wyczulony na cudzą bezsenność i nocne namiętności.
Nocą, kiedy codzienne życie Domu zamiera, jego ukryte w murach serce bije cicho i niezauważenie, krążąca w ścianach krew krzepnie, a ciemność zmienia oswojone za dnia kształty. W sodowej poświacie ulicznych latarni meble koślawią swe przeznaczenie, w mroku kryje się pielęgnowana za dnia zwyczajność, obrzędowane bez końca rytuały zadomowienia. Posiłki i powitania; zagadywanie o przebieg dnia i zdrowie; omiatanie kątów i podlewanie kwiatków; zamiatanie okruszków i przecieranie stołu; nakręcanie zegara i parzenie herbaty; siedzenie w fotelu i oczekiwanie na prognozę pogody; martwienie się; czekanie na telefon; na telefony; telefonowanie; nawiązywanie rozmów i opowiadanie o swoim życiu; o chorobach; o zmartwieniach; o sprawach minionych i nieistotnych; planowanie posiłków i głaskanie psów; utyskiwanie na sąsiadów; cieszenie się sobą i bliskością krewnych; smucenie się ich nieobecnością.
Nocą światła samochodów przetaczają po sufitach obce wzory. Wtedy ze szpar w podłodze, ze szczelin pod drzwiami i przez dziurki od kluczy wysnuwają się rodzinne tęsknoty i marzenia. Trzymam w dłoni kubek z wystygłą herbatą, pop?am cicho. Nie siorbię. Sny, jak fusy, tańczą wokół mnie, osadzając na mojej twarzy niewidoczną pajęczynę. Co chwila muszę przecierać ją palcami, ściągać jak przeźroczystą maskę, zgarniać jak warstwę lepkiego kurzu. Tej nocy nie słyszę historii i sennych opowieści, nie wnikam w przetworzone przez stłumione odgłosy miasta wiotkie majaki. Czuję na twarzy jedynie strzępy śnionych emocji, pod powiekami wykwitają niemożliwe do nazwania barwy, a na języku czuję odległy posmak innych światów. Czasem pod stopami zaskrzypi wysłużony stopień albo obluzowana klepka. Zastygam wtedy w pół kroku, pozwalam dźwiękowi wybrzmieć, wpleść się w cudze sny bez zdradzania mojej obecności. Wstrzymuję oddech, chowam się za swój cień i czekam, aż ta dźwięcząca w nocnej ciszy chwila zostanie przysypana przez kolejne, kapiące leniwie sekundy. Wtedy spomiędzy pomrukiwań kaloryferów i rur, szumów pracujących mozolnie lodówek wyławiam echa śnionych odgłosów. Odpryski toczonych pod powiekami rozmów i wewnętrznych monologów głównych bohaterów wplatają się we wzory tapet, gubią się w fałdach firanek i zastygają w splotach pajęczyn. Pojedyncze słowa, kęsy zdań wnikają w tkankę Domu, prawie niepostrzeżenie wchodzą w jego spowolnione nocą tętno. Zamiast kraść pojedyncze sny, przyglądam się temu procesowi, swoją bezsennością wyłączony z prawdziwego życia mojej rodziny.
Starożytne zegary nab?ają rytm dla moich kroków, co kwadrans odzywają się metalicznie spiżowe gongi. Choć w ciszy nocy ich głos niesie się pomiędzy kondygnacjami, nikt się nie budzi, gdyż moi bliscy od lat przyzwyczaili się do tych dźwięcznych znaków przemijania. Dla mojej wyostrzonej uwagi każdy kwadrans rozbrzmiewa jak wybuch. Serce na chwilę wytrącone zostaje z ustalonego rytmu, całe ciało zamiera na ułamek chwili. Liczę upływające godziny, przedświt zbliża się nieubłaganie. Nocą czas biegnie inaczej, prześlizguje się w ciemności, nadrabia dzienne rozleniwienie.
O tej porze sen jest najgłębszy, a sny najgęstsze. Czuję zawiesistość splątanych wrażeń i wątków, intensywność śnionych przez moich bliskich emocji. Sny wydzielają zapachy, które gęstą zawiesiną otulają łóżka śniących. Krążę szlakiem znaczonym drzwiami ich sypialni, wybierając sobie, kogo dziś odwiedzę. Czasem m?am ich pokoje po kilka razy, nie mając pewności, czy to odpowiedni moment. Długo się zastanawiam, nawracam uporczywie jak nocna zmora, aż wreszcie staję przed pomalowanymi na biało skrzydłami, które bronią dostępu do mieszkania Ani, mojej stryjecznej siostry.
Drzwi są wysokie, jak wszystkie w tej części domu. Naciskam powoli klamkę i czekam na szczęknięcie zamka. Jestem przygotowany na ciche skrzypnięcie otwierającego się skrzydła. Przede mną pogrążony we śnie salon mojej kuzynki. Pośrodku szklany stół z metalowymi krzesłami, głębiej długa, jasna kanapa i wygniecione od siadania fotele. W kącie czarny, ślepy ekran telewizora. Pokój jest pusty, surowo urządzony. Brak mebli poza niezbędnymi do przyjmowania gości. Na ścianach powiększone zdjęcia, zrobione przez Anię w Bośni i w Czarnogórze. Tafle antyram łapią światło z korytarza, prostokątne płaszczyzny lśnią srebrzyście. Pomiędzy zdjęciami, po mojej lewej ręce kolejne drzwi, jasny prostokąt odcina się od melanchol?nej ultramaryny ścian. O tej porze nocy z kolorystycznego napięcia pozostał tylko głęboki kontrast. Przyzwyczajam oczy do ciemności i spokojnie spaceruję po pokoju.
uaubccrez -- Friday, January 7 2011, 10:30 pm
iZwgbj tqepumlmgspe, [url=http://ndkevsqfaxan.com/]ndkevsqfaxan[/url], [link=http://ehmoamldtyaz.com/]ehmoamldtyaz[/link], http://hmnpfsqzjgfs.com/
opwrspaas -- Thursday, April 7 2011, 05:38 am
SwKZYZ qyxrluqmpvsu, [url=http://vvumxfxmqrnl.com/]vvumxfxmqrnl[/url], [link=http://aiftmbbqptom.com/]aiftmbbqptom[/link], http://eyoeudohsvwp.com/