Nie zaoram Grochowa (fragment) - "Lampa" 1-2/2010

AGNIESZKA WOLNY-HAMKAŁO: Ze zgrozą obserwuję ludzi z nabożeństwem oglądających spektakl wypadku samochodowego. Brzydota bywa magnetyczna?

MAŁGORZATA REJMER: Nie, myślę że to coś innego, widząc wypadek ludzie oglądają film na żywo, w 3D, jest dystans widza, jest widowisko, jest ofiara, o której nic nie wiemy. A potem jest opowieść, którą sprzedaje się znajomym, "taki kawał nogi widziałem, wystający spod folii". To nie jest kwestia brzydoty, tylko przyjemności z obserwowania nieszczęścia, które nie dotyczy nas. Cudze nieszczęście jest malownicze, a na dodatek można je szybko przeżyć, przetrawić i zapomnieć. Darmowe emocje jakich nie dostarczy Plebania.

Pytam, bo sporo brzydoty w Toksymii.

- W Toksymii widzowie wypadku tramwajowego traktują to zdarzenie trochę jak fajrant w ciągu dnia, rozmawiają, częstują się papierosami. Dopiero gdy okazuje się, że martwy staruszek był wielkim powstańcem - cokolwiek to oznacza - następuje jakieś poruszenie, identyfikacja z ofiarą, nawet jeśli to tylko odsłania stereotypy myślenia, że martwy powstaniec to bohater polski i należy mu się atrapa szacunku. Kiedy pisałam Toksymię, przeczytałam kilkadziesiąt relacji z wypadków tramwajowych w Polsce, oglądałam materiały filmowe w sieci, słuchałam relacji znajomych. Wychodzi na to, że po takim wypadku słychać gremialne "kurwa", przez chwilę jest tumult, ktoś to kręci komórką, a potem wszyscy mówią dziękujemy, do widzenia, było świetnie. Trup na żywo jest fajny, ale równie fajnego można obejrzeć w internecie. Nawet jeśli ludzi przyciąga śmierć, to mało jest w tym grozy, jest ciekawość, i niewiele więcej.

Aktor Andrzej Grabowski powiedział, że w Toksymii świat śmierdzi. Jak twoim zdaniem pachnie Polska?

- Myślę że ma zapach intensywnych odświeżaczy powietrza, ale bardziej choineczki zapachowej w samochodzie niż elektrycznych odświeżaczy na czujnik ruchu. Cały czas sprzątamy Polskę z komunizmu, nakładamy nową warstwę politury albo próbujemy zdzierać starą. W Toksymii jest bardzo mało tej młodej Polski, która się puszy i aspiruje do bycia drugim Berlinem, trzecim Londynem, a za chwilę będzie Nowym Jorkiem.

To jak ci się Polska jawi, wydaje?

- Polska Grochowska to są automaty do hazardu, obdrapane budki Lotto i świeżo patroszone kury, leżące na folii przy bazarku Szembeka. Takiej Polski nie ma w oficjalnym obiegu, bo oficjalny obieg, serialowo-reklamowy, bardziej jest zainteresowany wesołym miasteczkiem na bogato, z pajacami i kukłami. Grochów to polska przestrzeń wyparta, chętnie zapominana. Mam wrażenie, że cała Polska jest podszyta wstydem przed swoją brzydotą i wsiowością, przed tym, że jesteśmy z chłopów pańszczyźnianych. W dobrym tonie jest kogoś wyzwać na forum internetowym, że jest wsiokiem, chamem, że mu słoma z butów wyłazi, że spał z kurami w łóżku. Żyjemy w schizofrenii, pochłonięci aspirowaniem. Mnóstwo osób się pochyla nad Toksymią i mówi "A fe, jaka brzydka książka o brzydkich ludziach i brzydkich miejscach", a tymczasem trzy czwarte książki to fotografie z Grochowa, rzeczy, które zobaczyłam, usłyszałam albo o których mi opowiedziano.

Miejsce, w którym się pisze wpływa twoim zdaniem na treść książki? Toksa powstała na Grochowie i jest w niej wyraźny, za przeproszeniem, genius loci.

- Tak. Z Toksymią było tak, że Dunin dostał dofinansowanie na wydanie mojej poprzedniej książki, ja natomiast uparłam się, że napiszę nową, i miałam mgliste pojęcie, co to mogłoby być. Pochłaniało mnie pisanie magisterki i na tym chciałam się skupić. Ale pewnego razu wracałam z centrum na Grochów, i byłam świadkiem tej sceny, która rozpoczyna Toksymię potwornie obdartemu mężczyźnie, kalece na dodatek, zatrzasnęła się kula w drzwiach, gdy próbował wyjść z tramwaju po kilku wysokich schodach. Stał uczepiony kuli, kula była na zewnątrz, on był w środku, drzwi zatrzasnęły się, tramwaj ruszył, i ten nieszczęsny mężczyzna, któremu każdy krok sprawiał wielką trudność, zaczął krzyczeć, z rozpaczy, bo bał się, że drzwi złamią mu kulę, wściekał się, że będzie musiał wracać ten jeden przystanek, i krzyczał na motorniczego najgorszą rzecz, która mu przyszła do głowy: "ty pedale". A ludzie milczeli, obserwowali to.

Notowałaś?

- Chciałam coś zrobić, zresztą nie tylko ja, bo w końcu podniosło się kilka osób, i nagle cała sytuacja wydała mi się śmieszna, uderzyła mnie ta groteska i poczułam okropną bezsilność. Wróciłam do domu i nie mogłam przestać o tym myśleć. Parę dni później, robiąc zakupy przy Rondzie Wiatraczna, zobaczyłam mężczyznę, który leżąc na ławce suszył wrzody na tyłku. Wróciłam do domu, usiadłam na balkonie, i wtedy usłyszałam skrobanie, szuranie - nieopodal grzebał w śmietniku nur, bardzo zniszczony człowiek, grzebał, a w tle piał kogut z pobliskiego kurnika, bo ludzie na tyłach Grochowskiej, jak sie okazuje, mają kurniki, a w nich plejadę drobiu.

Jak to się przekuło w książkę?

- Pomyślałam: nie zmienię tego, nie nakarmię wszystkich, nie zaoram Grochowa, ale przynajmniej mogę to opisać. A teraz muszę się zmagać z tymi wszystkimi pytaniami, dlaczego w tej książce tyle brzydoty. Cóż mogę rzec, że żyjemy w kraju, który do najpiękniejszych nie należy, że w architekturze dominuje styl zwany chaosem, że chociaż dwoimy się i troimy, nadal z tysiąca miejsc wyje do nas komunizm, że mnóstwo osób zasila margines? Skoro powstają pamiętniki różnych telewizyjnych niań, brzydul, tancerek, gdzie wszystko jest "na bogato", to może można też napisać ksiażkę "na ubogo".

Dlaczego biorąc na warsztat Polskę wybierasz tę "z azbestu i kurzu"?

- Bo w takiej żyję, to jest moje środowisko naturalne. Pewnie gdybym nadal mieszkała na Powiślu i pracowała w telewizji, jak to drzewiej bywało, to moja książka byłaby inna. Ale mieszkam na Grochowie, i dramaturgia tej przestrzeni, chaos, nędza wpłynęły na to, w jaki sposób skonstruowałam świat w Toksymii. To jest margines rzeczywistości i moi bohaterowie też są takimi spadami ze świata, obitymi jabłkami, które wybiera się ze skrzynek i wyrzuca. Mam znajomych z Grochowa, i jak się spotykamy to możemy cały czas rozmawiać kto widział jaką babę z brodą, kto kupił jakie guziki na Szembeku, kto ma sąsiada Wietnamczyka i jakie z tego poczęstunki wynikają. Grochów to jest piękna opowieść, która toczy się nieustannie, na żywo, na nieskończonej liczbie planów.



Alyn -- Saturday, October 15 2011, 05:50 pm

I have exactly what info I want. Check, please. Wait, it\'s free? Awsomee!


shtqsbjvs -- Sunday, October 16 2011, 04:03 pm

7hgUmk ewtrclidjxjn


vumzclllfth -- Monday, October 17 2011, 05:08 pm

qnCY0P , [url=http://aavbxkdxctav.com/]aavbxkdxctav[/url], [link=http://dqblayqztlqx.com/]dqblayqztlqx[/link], http://bukvoczfbqgx.com/


tjzkvmaphfc -- Tuesday, October 18 2011, 06:22 pm

swCY9v sdgazghwfidt


dblantpohbw -- Wednesday, October 19 2011, 03:33 pm

Ll1oNf , [url=http://bqxxgiaigekq.com/]bqxxgiaigekq[/url], [link=http://buzlljhizydd.com/]buzlljhizydd[/link], http://jntmaclsyfaz.com/


Pseudonim:

Komentarz: