Sonia Grodek

Takie rzeczy się dzieją

Znalazłyśmy w Londynie hotel, który kosztował „od 6 funtów za noc”. Był całą instytucją i naprawdę świetnym miejscem do czasowego życia. Jakoś tak było jasne, że Tanya uciekła pośrednio (a może głównie?) przeze mnie ze wspaniałej pracy i wygodnego domu, więc zapłaciłam z góry za pierwsze trzy dni za nas obie. Pierwszego wieczora nie miałyśmy naturalnie głowy do szukania pracy, spacerowałyśmy naokoło domu, gdzie był wielki cmentarz, długi kanał przechodzący w ekskluzywną i piękną dzielnicę, która nazywała się Mała Wenecja, z drugiej strony dzielnica małych ceglanych domków i ludzi z bardzo różnych stron świata, do której nigdy nie było nam po drodze, no i sklep Sainsbury, w którym whiskey Grey Goose kosztowała chyba 7 funtów, więc głupi by nie kupił i nie wypił najpierw nad kanałem, a gdy spadł deszcz - na schodach naszego hostelu.

Pierwszego ranka obudził mnie okropny odgłos, leżałam w ciemnościach i nie wiedziałam, czy jest straszny, czy nie. Brzmiał jak dziecko-kot-ptak, więc najbardziej chyba małpa. Trwał przez kilka minut, podczas których zastanawiałam się, co robi małpa w Londynie. Hałas się nie powtórzył.

Nie mogłam potem długo zasnąć, napiłam się wody i myślałam o mojej ponurej - jak ją wtedy widziałam - sytuacji. Gapiłam się w białe niebo, był poniedziałek, w pokoju było zupełnie cicho, ale z oddali słychać było, że powoli hotel zaczyna się budzić: ktoś delikatnie nacisnął klamkę kilka pokoi dalej, gdzieś zabrzęczała łyżka, ktoś wchodził po schodach.

W końcu zerknęłam na łóżko Tanyi, której po ponad miesiącu wspólnego mieszkania zaczynałam mieć już serdecznie dość, i postanowiłam jak najszybciej wyjść z domu i powłóczyć się wzdłuż świeżego i dosyć szarego w blasku poranka kanału. Było trochę zimno, rześcy Anglicy na swoich kolorowych barkach sunęli wzdłuż brzegu. Pachniało ziemią i wodą, tak samo jak w parkach w Warszawie jesienią. Zobaczyłam na ścieżce w oddali coś czarnego. Podeszłam bliżej, ale to był rozmemłany papier, a nie aksamitne zwierzątko.

Tanya zeszłego wieczora poznała pięknego chłopca z jej kraju. Jego kolega był Czechem i mówił, że pracuje jako złota rączka w Buckingham Palace, ale jak było naprawdę, to chyba wszyscy się domyślamy. Mimo to go polubiłam, bo przecież ja też wtedy odpowiedziałam, że jestem kelnerką, a nie - przykładowo - striptizerką bez pracy, więc jedliśmy razem spaghetti, zaprosił mnie na spacer i zastanawiałam się właśnie rozdeptując mokrą trawę nad kanałem, czy gdyby był moim mężem, to czy byłoby to straszne, bo jest jakimś hydraulikiem i pewnie szybko bym się na nim poznała, czy byłoby wspaniale, bo mieszkalibyśmy w Anglii, odwiedzali jego rodzinę w Czechach, porozumiewali w rozkosznym języku i prowadzili fascynujące życie.

We wtorek było okropnie duszno i gorąco, cały dzień starałam się nie usnąć, bo wypadało szukać pracy. Czech kupił kurczaka i obżeraliśmy się na dosyć tłusto, jego kolega przyniósł pizzę i piwo bez smaku. Potem wszyscy z Tanyą gdzieś zniknęli, a może bardziej to ja zniknęłam. Włóczyłam się po hotelu, telewizor był popsuty i nadawał tylko smutny film o murzynach, a obraz przeskakiwał, oglądałam na mapie na korytarzu parki i rzeki, spędziłam godzinę wchodząc i wychodząc z Facebooka. Zapukałam z nudów do pokoju Czecha, żeby spytać, co robi. Otworzył, a za nim poprawiała się jakaś dziewczyna.

- I’m busy right now.

Drzwi się zamknęły. Poszłam więc do naszego pokoju, gdzie była już Pakistanka, która zawsze przyprawiała mnie o poczucie winy. Za każdym razem, jak wracała z pracy, krzyczała na nas za jakieś brudne garnki i rozrzucone buty, a potem nas przepraszała i mówiła że to dlatego, że ma ciężkie życie i cały dzień haruje. Czułam się zawsze strasznie głupio słuchając tego i rolując się po dywanie pod wpływem wina i świetnie się bawiąc. Postanowiłam nie kłócić się z Pakistanką, wymyłam nasze tłuste garnki, poszłam jeszcze raz na spacer, na którym obok śmietnika znalazłam gazetę, i choć mówiąc szczerze, to nie wiedziałam, co takiego zrobił Lee Scrach Perry, to bardzo spodobał mi się wywiad z nim. Żurnalista pytał:

- Czy to prawda, że w latach 70. cały miesiąc chodziłeś do tyłu?

- Tak! I nadal uważam, że chodzenie do tyłu to ćwiczenie numer jeden! Czasem po prostu trzeba wyjść tyłem.

- Czy nadal chodzisz tyłem?

- Oczywiście!

Dzień był okropnie długi, miałam mokre skarpetki i brak ochoty na alkohol i film o rządowym spisku (z jakiegoś powodu głównie takie nadawali w naszym hotelu, ten z rana był o przemycie diamentów z Afryki), poszłam więc szybko spać. Zasypiając jeszcze długo słyszałam stuki i chrzęsty drzew na cmentarzu, stuki i chrzęsty w hotelu – wszyscy wracali do domu.

W środę Tanya nalegała, by iść na karaoke zamiast do pracy. Nie miałam najmniejszej ochoty, bo po angielsku znałam na pamięć chyba tylko piosenki Spice Girls. No ale bardziej nie chciałam iść do pracy, wiec oczywiście w końcu poszłam na karaoke, upiłam się jak prosiak, Tanya przyrzekała, że już niedługo znajdziemy pracę, więc kupowałyśmy drinki na mój koszt, bo w końcu ona mnie tu, do Londynu, tak ładnie zaprosiła, no i mówiła, że nie ma się czym martwić, bo życie sprzyja dobrym ludziom, a ja chętnie się z nią zgodziłam i uczyłam od nieznajomego grać na skrzypcach.

W czwartek miałyśmy kaca, więc o szukaniu pracy za bardzo nie mogło być mowy. Dostałam jakiegoś maila, w którym ktoś napisał, żebym przyszła gdzieś, na drugi koniec miasta, w czarnych butach, czarnych rajstopach i czarnej sukience, bo mogę być kelnerką na jakiejś imprezie. Do tego doszło, że nawet takiej pracy szukałam, bo już od paru tygodni zaczęłam podejrzewać, że praca striptizerki jest bez sensu, czy raczej, że zupełnie nie jest dla kogoś takiego jak ja. Nie miałam czarnych butów. Czech próbował mnie znów uwieść gotując obiad.

- Mam rybę pod łóżkiem - powiedział.

- Żywą?

- Nie.

- Szkoda.

Ustaliliśmy, że Tanya ugotuje rybę leżącą pod łóżkiem. Gdy jej o tym mówiłam, powiedziała: - Niech jej tam nie trzyma za długo, bo zacznie pachnieć rybą.

Jednak Tanya była bardzo zabawna momentami.

Gdy ryba była gotowa, wszyscy byli już pijani, zresztą to dobrze, bo była ohydna. Tanya zaczęła całować Czecha, a ja nie miałam zupełnie ochoty całować jego kolegi, więc pozostało mi się upić. Siedzieliśmy całą noc na schodach upijając się, a on pytał: - Jak ona może z nim uprawiać seks na moim łóżku?

Podryw na rybę jednak zadziałał na Tanyę.

W piątek rano z nocy pamiętałam niewiele, coś w stylu zwiastuna filmowego: krótkie szybkie ujęcia Tanyi uprawiającej seks za kotarą, upadanie, zbite szklanki i jakiś album fotograficzny, nie wiem, jak się znalazł w moich rękach, ale był bardzo wzruszający. Czułam dosyć typową mieszaninę wybawienia i pełnego relaksu z kompletnym zniesmaczeniem i obrzydzeniem na myśl o tym, co ja musiałam wygadywać temu koledze Czecha, skoro siedzieliśmy na tych schodach do świtu, i po co ktoś mi dał swój album fotograficzny. Widziałam kątem oka, że Tanya leży na swoim łóżku i się budzi, ale jakoś nie miałam ochoty na nią patrzeć. Poprzednim razem upiłam się w ten sposób może cztery miesiące wcześniej, gdy, zanim uznałam, że powinnam pojechać do Anglii, pojechałam na chwilę w góry, bo był tam na wakacjach Jędrzej, który pilnował czyjegoś domu, a ja, jak wiadomo, nie miałam już co robić w Warszawie. Poszliśmy wtedy na wycieczkę do Czech, gdzie alkohol był diablo tani i nie mieliśmy wątpliwości, że należy kupić go mnóstwo, szczególnie że to były urodziny Jędrzeja. To był całkiem sielski moment, szczególnie po czasie, a może właśnie wyłącznie po czasie. Tamtego lata czytaliśmy z Jędrzejem pismo "Detektyw", gotowaliśmy sobie obiady i nie wiem w sumie, dlaczego wydawało mi się wtedy, że jestem taka nieszczęśliwa. Ostatnio Tanya przyniosła do domu podobny do „Detektywa” magazyn, tylko brytyjski. Były tam historie ze zdjęciami: Narzeczony wyłupił mi oczy, Pies odgryzł mi nos i tak dalej.

Tanya tłumaczyła mi:

- Musimy czytać takie gazety, żeby być przygotowane. Wyobrażasz sobie? Możesz pójść z chłopakiem na dyskotekę, a on wyłupuje ci oczy. TAKIE RZECZY SIĘ DZIEJĄ.

Zjadłyśmy tego dnia tosty, oczywiście na mój koszt, bo Tanya powiedziała, że ona za to zapłaci za pokój, oczywiście gdy znajdzie pracę. W kawiarni Czech uwodził właśnie Brazylijkę i Tanyi zrobiło się smutno, choć nic nie powiedziała, więc poszłyśmy do świetlicy. Większą część dnia przeleżałyśmy przed telewizorem. Ale! W świetlicy, poza telewizorem, były też pisemka. Jedno z nich było polonijne, i przeczytałam Tanyi ogłoszenie, w którym szukają „bubbling”, „intelligent” i „high class” girls do towarzyszenia biznesmenom podczas kolacji i wyjść służbowych. To brzmiało ekstra! Tanya bardzo się zapaliła do tego pomysłu, trzeba było wysłać sms-a i natychmiast oddzwoniła do nas jakaś miła pani. Powiedziała, że podeśle po nas wieczorem samochód. Nie wiem jak po Tanyę, ale po mnie nikt nigdy nie podesłał wcześniej samochodu, więc uznałam, że to musi być bardzo solidna firma. W tym miejscu ktoś może zapytać: jak można było pomyśleć, że to była solidna firma? - a ja odpowiem zgodnie z prawdą, że miałam 19 lat i nie miałam pojęcia o życiu. Tanya z tej okazji wyprostowała mi włosy prostownicą i choć mi wydawało się, że wyglądam, jakbym była łysa, to według niej byłam olśniewająca, więc zostawiłam tę fryzurę na wieczór. Jechałyśmy w ciemności czarną limuzyną pół godziny i był to chyba najprzyjemniejszy jak dotąd moment w Londynie, bo wreszcie ktoś nas dokądś wiózł, a nie my musiałyśmy zastanawiać się, co dalej robić. W końcu wysiadłyśmy przed niskim, białym biurowcem, a kierowca zaczekał na nas na parkingu. Wjechałyśmy na któreś piętro, a w windzie mówiłyśmy sobie, że jak coś będzie podejrzane, to najwyżej się nie zgodzimy.

Rozmawiałyśmy długo z bardzo miłą panią, która roztaczała przed nami wizję kariery i powiedziała, że jestem młoda, a oni mają dużo klientów Polaków, więc jestem na właściwym miejscu. Praca polega na towarzyszeniu bogatym klientom w czasie spotkań, kolacji i wyjść, a czasem też wieczorów w domu. Zapytała, czy chcemy zacząć dzisiaj, popatrzyłyśmy na siebie, wzruszyłyśmy ramionami i powiedziałyśmy, że w sumie to tak. I gdy już opowiedziała nam o wszystkich detalach i kuszących stawkach, a ja siedziałam z ufnym uśmiechem na krześle i nie mogłam się doczekać, aż z piskiem padniemy sobie z Tanyą w ramiona, pani zapytała: - Macie prezerwatywy, czy chcecie iść do sklepu i kupić?

I wtedy nadeszła zbyt późna iluminacja. Chyba jedyna rzecz, jaką mając 19 lat wyciągnęłam na pewno z Harry’ego Pottera i całej literatury młodzieżowej to to, że na niemoralne propozycje związane z pieniędzmi i seksem trzeba odpowiedzieć "nie" i wyjść. Tak też zrobiłam; patrzyłam na Tanyę przez może sekundę, ale wydawało się, że przez godzinę, dając jej znaki oczami i próbując dać jej impuls do tego, żeby wstała i wyszła razem ze mną, ale to się nie zdarzyło, bo Tanya z zaskoczonym uśmieszkiem patrzyła na panią, a pani mówiła, że jest słodka z tą naiwnością. Zjechałam windą na dół i już wiedziałam, że kierowca nie jest dla takich jak ja i że na mnie nie czeka. Przez całą drogę do stacji metra byłam prawie pewna, że Tanya wybiegnie za chwilę z tego miejsca i do mnie dołączy, i znów będziemy się śmiały i szukały pracy, a raczej byłam prawie pewna, że to się nie wydarzy, ale chciałam, żeby się wydarzyło. Nie wiedziałam nawet, gdzie jestem, nie miałam pieniędzy i wracałam metrem bez biletu chyba z półtorej godziny. Było już późno, po dziesiątej, ale recepcjonistka na dole hotelu czuwała i zapytała, czy mam pieniądze, żeby zapłacić. A ja odpowiedziałam, że nie, ale Tanya zaraz przywiezie, bo jest w pracy. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Chciałam pomyśleć, więc zamknęłam się w pokoju, wymieniłam uśmiechy i anegdoty z koleżankami z sąsiednich łóżek, a potem z łomoczącym sercem, w ubraniu i makijażu, który się trzymał, więc chyba w metrze nie płakałam, położyłam się na łóżku i w napięciu gapiłam w sufit.

Wiedziałam, że mogę zostać i domagać się rano, by Tanya zapłaciła też za mnie, bo w końcu tak się umawiałyśmy. Część mnie miała też wciąż nadzieję, że za chwilkę stanie w drzwiach i powie, że ta praca była dziwaczna i jutro poszukamy nowej, więc nie mam się o co martwić, najwyżej razem się wyprowadzimy. Ale co powiemy pani z recepcji? Przecież nie znajdziemy jutro rano pracy i nie zapłacimy od razu za mieszkanie. Inna część mnie wiedziała, że te same mądrości z Harry’ego Pottera i Opowieści z Narnii, które kazały mi zrezygnować z kariery prostytutki (czy raczej ”escort”), nie pozwoliłyby mi brać pieniędzy od prostytutki na mieszkanie, bo to by było jak przyznanie, że dobrze zrobiła, a ja jestem przewrażliwioną frajerką. Tanya byłaby jutro bogata i szczęśliwa, a ja musiałabym chodzić po deszczowym mieście i w rozpaczy szukać pracy kelnerki w kebabie, a wieczorem wrócić zmordowana i patrzeć, jak ona stroiłaby się, czekając na limuzynę. Ta sama część mnie wiedziała, że tak naprawdę to już mam jej dosyć. Najprościej byłoby wyjść natychmiast i poszukać innego hotelu, w którym zaczęłabym normalne życie jako kelnerka. Ale im później się robiło, tym bardziej to było bez sensu, bo nie wytłumaczę w żaden sposób tego, że wychodzę z pełnym bagażem po północy, gdy hotel wciąż jeszcze tętni życiem, nie dojadę nigdzie w nocy, bo metro nie kursuje, nie mogę zapłacić za pokój za ostatnie dni, bo prawie na pewno mam już mało pieniędzy na koncie, a poza tym, co najgorsze, mogę spotkać w drzwiach Tanyę, i nie wiem nawet, czy byłabym na nią zła, czy to ona byłaby na mnie zła, że uciekam. Przy czym nie chciałam jej już naprawdę nigdy widzieć. Uznałam więc, że cichutko się spakuję, chwilkę tu zostanę, potem pójdę do łazienki, potem na zapasowe schody, z których nikt nie korzysta, a około czwartej lub piątej rano wyjdę pewnym krokiem i nikt mnie nie zatrzyma, bo wszyscy będą spali, a jak zatrzyma, to powiem, że idę do pracy i mam w torbie potrzebny sprzęt (jaki? tego nie wiedziałam, może fotograficzny?).

I tak zrobiłam. To była jedna z tych nocy, podczas których się nie śpi, leży w ubraniu, nasłuchuje, serce łomocze i jest się głodnym, ale bardzo skupionym. Gdy wychodziłam z hotelu po dwóch godzinach leżenia na łóżku, godzinie w łazience i godzinie na ciemnych schodach, już miałam rękę na klamce, gdy recepcjonistka, która już miała dosyć niepłacenia, zadała to samo pytanie co wczoraj, a ja odpowiedziałam, że Tanya za mnie zapłaci. A ona powiedziała, że Tanya już wróciła i zapłaciła tylko za siebie. Więc powiedziałam, że idę do pracy i że w torbie mam ciężki aparat, bo jestem fotografem, ale jak wrócę, to zapłacę. Wydaje mi się, że mogła w to nie uwierzyć, bo była to głupota, ale jestem jej bardzo wdzięczna, że nie zawołała policji ani nie zamknęła mnie w tym hotelu na zawsze.

WIĘCEJ W PAPIEROWEJ LAMPIE